Olmany
znikające bagna



Bagna Olmańskie tworzą największy w Europie transgraniczny kompleks leśno-bagienny. Unikatowy ekosystem jest domem rzadkich już w Europie gatunków zwierząt, w tym wielu ptaków. Ignorując międzynarodowe znaczenie bagien, miejscowe władze stopniowo je niszczą. Belsat.eu wędrował po tym tajemniczym miejscu wraz z badaczami wilków, by opowiedzieć o niepowtarzalności przyrody i kultury regionu.







Przez ponad cztery godziny jechaliśmy z Mińska do wsi Bukcza w samym sercu białoruskiego Polesia, gdzie swoją bazę założyła grupa naukowców.



Biolodzy i badacze wilków już od tygodnia szukali po całych Olmanach tych skrytych drapieżników. Wilki długo unikały pułapek, przez tydzień w potrzask wpadł tylko jeden osobnik i specjaliści z każdym dniem tracili dobre samopoczucie. Gdy weszliśmy do domu, ponuro jedli kolację.


– Jak tam nasza Mała żyje? - pyta z kanapy Maksim, jedyny w grupie wolontariusz.
– Dobrze, prawie 30 kilometrów przeszła, - podnosi znad komputera zamyślone oczy biolog Mikałaj.

Na monitorze widać trasę wilczycy. Zwierzę nie dostało jeszcze imienia, naukowcy nazywają ją między sobą Mała, ze względu na jej wiek i wielkość.






Pobudka o 6.30. Szybkie śniadanie, robimy prowiant na drogę. Specjaliści dzielą się na trzy ekipy i jadą sprawdzić ponad dwadzieścia potrzasków. O świcie powinni być przy pierwszej pułapce. Wraz z pracownikiem organizacji Ochrona Ptaków Ojczyzny Mikałajem Czerkasem wyjeżdżamy ze spowitej w mroku wsi i udajemy się do lasu. Potrzaski rozłożono na terenie rezerwatów Bagna Olmańskie i Stary Żadzen.


Tereny te mają wielkie znaczenie dla całokształtu europejskiej przyrody. Bagna Olmańskie są częścią największego transgranicznego kompleksu leśno-bagiennego, który zachował się stanie zbliżonym do naturalnego. Jak mówią naukowcy, to wyjątkowa mozaika torfowisk wysokich, niskich i pośrednich, a w Europie nie ma analogii dla tego krajobrazu.


By zachować unikatowość miejsca, pracownicy Narodowej Akademii Nauk Białorusi proponowali nawet nadanie Olmanom statusu rezerwatu biosfery - strefy, w której zabroniona jest działalność gospodarcza, a obecność ludzi ograniczona. Na Białorusi są tylko dwa rezerwaty tego typu - Berezyński Rezerwat Biosfery i Poleski Rezerwat Radiacyjno-Ekologiczny.


Florę i faunę Olman można wyliczać bez końca: są to rzadkie na Białorusi rysie, węże miedzianki i żółwie błotne. Bagna te odgrywają szczególną rolę dla orlików grubodziobych - dużych ptaków drapieżnych, które są globalnie zagrożone wyginięciem. Aż 15 procent europejskiej populacji tych zwierząt gniazduje na Białorusi, głównie na poleskich bagnach.


Sąsiedni rezerwat Stary Żadzen, który dopiero w 2015 roku zyskał status szczególnie chronionego obszaru naturalnego, także charakteryzuje się dużą różnorodnością gatunkową. Żyją tam zagrożone wyginięciem nietoperze: mroczek pozłocisty i nocek Brandta. A trzy lata temu naukowcy znaleźli tam borowca olbrzymiego - nietoperza, którego nie obserwowano na Białorusi od 1930 roku!

By poczuć miejscowy klimat, przez cały tekst przeprowadzi was prawdziwy Poleszuk, dziadek Iwan, który wytłumaczy niektóre zjawiska i procesy. Z Iwanem Ryhorawiczem Hajkiewiczem poznaliśmy się nieprzypadkowo: w Bukczy wszyscy go znają jako bartnika z dziada pradziada. 83-letni dziadek Iwan całe życie pracował jako kierowca. Pamięta on bagna jeszcze takimi, że nie można było przejechać przez nie samochodem.
"Z roku na rok klimat staje się coraz bardziej suchy. Teraz susza jest wszędzie, bagna wyglądają jak nie bagna, rzeki wyschły" - wzdycha dziadek Iwan.
"Las to nie miasto, tu wszystko widać"
- prowadzi nas leśną ścieżką Mikałaj, który od 26 lat mieszka w głębi Puszczy Białowieskiej.

Naukowiec uczy nas odróżniać ślady wilka, psa i sarny.


Potrzaski są bardzo dobrze ukryte, nawet z bliska trudno je znaleźć. Naukowcy zadbali o to, by nic nie wzbudziło wilczej czujności. Starannie zamaskowali pułapki igliwiem i położyli specjalne przynęty. Biolodzy wykorzystują pułapki wyrządzające zwierzętom jak najmniej szkody...






Nie sprawdziliśmy jeszcze wszystkich potrzasków, gdy rozdzwonił się telefon. W pułapkę innego zespołu wpadł wilk.




– Na koń! - radośnie krzyczy Mikałaj i jak pocisk mkniemy na pierwsze w życiu spotkanie z dzikim wilkiem. Niezwykle ważny jest szybki przyjazd na miejsce, by wilk był w potrzasku możliwe krótko.



Jazda po leśnych duktach Olmanów to osobliwa przyjemność: czujesz się jak w kajaku podczas morskiego sztormu. Wijące się ścieżki z mnóstwem wybojów i gałęzi nie dają naszemu kierowcy chwili spokoju.


"A żebyś sczezł razem z chatą i gankiem!" – całą drogę klnie kierowca.
Przyjeżdżamy na miejsce, gdzie czeka już na nas biolog Nastassia Kuzmiankowa i wolontariusz Maksim. To właśnie oni mają szczęście do wilków - już drugi trafił w ich pułapkę. Gdy specjaliści przygotowują niezbędne narzędzia, z zapartym tchem z daleka obserwujemy szarego.



"Dorosły samiec, ma 3-4 lata", - mówi znany na Białorusi badacz wilków Dzmitryj Szamowicz, zakładając rękawiczki.


Wraz z kolegami bierze niezbędne narzędzia i idzie założyć wilkowi obrożę. Dzięki umieszczonym tam nadajnikom, teriolodzy badają życie drapieżników. Moduł GPS wysyła koordynaty, pozwalające naukowcom pójść potem jego śladem. Dzięki temu poznają, czym się żywił i jak spędzał czas. Po 9 miesiącach obroża automatycznie odpadnie. Obserwować wilki możemy także my - na stronie vouk.by.

Po wszystkich niezbędnych zabiegach odchodzimy jak najdalej od zwierzęcia i obserwujemy. Wilk podnosi się i szybko ucieka w przeciwnym kierunku.





Biologów zna już cała wieś. Bukcza leży w strefie przygranicznej, dlatego nowi ludzie w osadzie zawsze są w centrum uwagi.



– No jak, zmarzliście? Jak tam dzieciaki bieganie po lesie? - śmieją się wioskowe kobiety, widząc badaczy. - Złapaliście te wilki, czy nie?
– Dwa pojmaliśmy, - opowiada Nastassia Kuzmiankowa.
– A przecież minionej zimy tyle ich było! Chodziły tu i chodziły, aż o nasze psy strach było.
– To nie trzymajcie psów na uwięzi. Zrozumcie, jak trzymacie je na łańcuchu, to oddajecie swoje psy na pewną śmierć - biolożka uświadamia mieszkańców.






Mieszkańcy wsi nie od razu pojęli, że specjaliści nie zabijają wilków, tylko łapią je i wypuszczają oznakowane. Za to teraz prawie każdy mieszkaniec Bukczy zna rolę wilka w ekosystemie.





Po sprawdzeniu wszystkich potrzasków naukowcy, w razie potrzeby, dostawiają nowe. Czasem w pułapki trafiają inne zwierzęta - ryś, jenot azjatycki lub zając. Wtedy naukowcy od razu wypuszczają je na wolność.




Przed obiadem kończymy inspekcję wszystkich pułapek i jedziemy zachwycać się pięknem bagien. Z asfaltowej szosy zjeżdżamy w nową, jeszcze nie ukończoną drogę. Po prawej - góry piachu i pełne wywrotki.




Jedziemy dalej: robotnicy leśni palą igliwie i pnie drzew. W ten sposób walczą z kornikami.




"Gdy tylko położą drogę, żadnej przyrody już nie zostanie", – komentują budowę miejscowi.


Latem 2018 roku ekolodzy zaczęli bić na alarm: budowana jest droga przez Olmańskie Błota. Obrońcy przyrody twierdzą, że może ona zaszkodzić przynajmniej pięciu rzadkim biotopom i czterem chronionym gatunkom.

Obszar, przez który wytyczono trakt jest miejscem żerowania ptaków wpisanych do Czerwonej Księgi: żurawia zwyczajnego, gadożera zwyczajnego, bociana czarnego i globalnie zagrożonego wyginięciem orlika grubodziobego.


Konsultacje społeczne w ramach oceny wpływu na środowisko były prowadzone już w latach 2012, 2014 i 2016. Jednak ekolodzy i zainteresowana część obywateli nie wiedziała o nich. Dzięki temu opinię zatwierdzono bez problemów i wkrótce budowa ruszyła.



Teraz leśna grupa organizacji obywatelskiej Ochrona Ptaków Ojczyzny zwraca uwagę na naruszenia prawa przy budowie drogi. Specjaliści znaleźli między innymi nielegalne żwirownie. Obwodowy Komitet Zasobów Naturalnych poinformował, że sprawę karną o nielegalnym pozyskiwaniu piasku na obszarze chronionym wszczęto jeszcze w 2017 roku. Co więcej, zgodnie z postanowieniem o rezerwacie, zabrania się w nim działalności, która może zmienić naturalny krajobraz i istniejący ustrój hydrologiczny (poza wyjątkami przewidzianymi w planie zarządzania rezerwatem). Według ekologów, droga zmienia krajobraz i hydrologię Bagien Olmańskich. Dodatkowo, w planie zarządzania rezerwatem nie ma słowa o jej budowie.

Żal patrzeć na bagna, w które wrzucono góry piasku. Po drodze spotykamy same wywrotki.

"Szkoda, że bagno zginie - wzdycha za kierownicą Mikałaj. - Bo jedną stronę ta droga będzie wysuszać, a drugą podtapiać".





Zupełnie inaczej podchodzą do drogi zbieracze żurawiny. Olmany są znanym skarbcem tych jagód.

"Dobrze teraz będzie. Jak nie było drogi, to trudno było dostać się do żurawiny. A teraz, jak już drogę zrobili, to będziemy głębiej w bagna po żurawinę chodzić", - mówi pan Uładzimir, którego spotkaliśmy po drodze.

Z workiem jagód czeka na leśnej ścieżce na innych zbieraczy. Każdego ranka przywozi ich mikrobus z Lelczyc (to prawie 60 kilometrów), który wraca o zmroku. Dziś mężczyzna zebrał mało, tylko 4 kilogramy, ale mówi, że zwykle wychodzi mu 17-20 kilogramów dziennie.




"Sezon zaczyna się we wrześniu. Wtedy przyjeżdżamy tutaj, bo u nas nie ma bagien. A jak już są, to w ciągu tygodnia wszystko wyzbierać można. A tutaj jakie olbrzymie są te bagna", - pokazuje Uładzimir.
"A 50 lat temu nazbierałbym 500 kilo. Ręce nie pracują już tak dobrze. A młode dziewczyny po 20-25 kilogramów dziennie zbierają", - opowiada nam pan Iwan.
Miejscowi dostają na skupie 4-5 rubli (8-10 złotych) za kilogram. Dla mieszkańców poleskiej wsi do duże pieniądze. Ale i żurawina nie jest teraz taka, jak dawniej.
Nasz stary znajomy, dziadek Iwan, w tym roku zebrał 100 kilogramów.



Zagłębiamy się z plecakami w żurawinisko. Po drodze trafiamy na różne dziwne rzeczy - co jakiś czas na gałęzi wisi puszka, butelka, czy kawałek tkaniny.

"Tak zbieracze owoców zaznaczają drogę, by się nie zgubić", - tłumaczy Nastassia Kuzmiankowa.



Po znakach trafiamy do obozu, w którym jeszcze całkiem niedawno musieli mieszkać ludzie. Materac jest mocno zwinięty i schowany pod folią, na stole niedojedzona otwarta sałatka, a w torebce na drzewie wiszą surowe ziemniaki.

"To Ukraińcy przychodzą tu zbierać jagody i grzyby. Mieszkają w takich obozach kilka dni i zostawiają tu swoje śmieci", - tłumaczą nam miejscowi.
Tak samo mówią w leśnictwie rubryńskim, które podlega pod nadleśnictwo w Miłoszewiczach.

Na terenie sąsiedniego nadleśnictwa poleskiego Ukraińcy mogą korzystać z uproszczonej sezonowej przepustki w celu zbioru jagód i grzybów. Mieszkańcy przygranicznych ukraińskich wsi mogą z takiej przepustki korzystać dwa razy w roku - od 1 lipca do 10 sierpnia i od 1 września do 15 listopada. Według danych Komitetu Pogranicznego Białorusi, latem z tego systemu skorzystano ponad 7500 razy. By skorzystać z przepustki, Ukraińcy muszą zapłacić 10 kwot bazowych (245 rubli, czyli około 430 złotych) za wstęp do rezerwatu Bagna Olmańskie.
Zobaczcie także:
Gdy powstawał ten materiał, pracownicy leśnictwa rubryńskiego zdążyli uprzątnąć to obozowisko.

Prawie każdy mężczyzna w Bukczy jest bartnikiem. Pszczelarstwo leśne jest tu popularnym zajęciem, przekazywanym z pokolenia na pokolenie.

Ale bez względu na swoje umiejętności, panowie skromnie zaprzeczają.
"A jaki tam ze mnie bartnik? No tak, parę razy do roku idę do lasu, czyszczę i zabieram miód. Tak troszkę, tylko dla siebie", - mówi Leanid Suszczyk.

Dziadek pozostawił mu w spadku aż 15 barci, a dwie kolejne założył samodzielnie. Ale przyznaje się, że sprawdza nie wszystkie i nie każdego roku.
Jak zostać poleskim bartnikiem. Instrukcja dla początkujących:
  1. Znajdź pień sosny i za pomocą dłuta wydłub w nim ul - barć.
  2. Kup wosk pszczeli.
  3. Spryskaj kłodę specjalną przynętą, by zwabić pszczoły. Często wykorzystuje się do tego roślinę o nazwie bagno zwyczajne.
  4. Powieś kłodę na drzewie w lesie. Miejsce trzeba wybrać pod kątem dostępności kwiatów.
  5. Naucz się Statutu Bartnika i złożyć przysięgę (dla chętnych):
Przysięga poleskiego bartnika
Ja (tu twoje imię) od drzew bartnych w (tu nazwa miejscowości, regionu), w ostępach (tu nazwa lasu) przysięgam na Statut Bartnika i zapewniam, że zamierzam podtrzymywać bartnicze tradycje i najlepsze praktyki, rozwijać je. Przysięgam, że nie będę wprowadzał innowacji i naruszał starożytnych zasad bartniczego rzemiosła, tradycji i zwyczajów.

Ja, bartnik (imię) będę doglądać i chronić pszczoły, drzewo, w którym mieszkają, i las, po którym latają. Będę pracował na korzyść miejscowej przyrody. A po trzech latach otrzymam tytuł Białego Bartnika, który chroni i dba o swoją bartną puszczę i bór.

Jeśli ja, bartnik (imię), naruszę swoją przysięgę, przestanę korzystać ze Statutu Bartnika, bartniczych tradycji i utracę tytuł Białego Bartnika.


6. Co jakiś czas czyść ul i chroń barć przed szkodnikami (dzięciołami, kunami i ludźmi, którzy zechcą ukraść miód).


"Już na początku kwietnia przychodzimy i patrzymy, czy latają. Jeśli one tam pracują, to niech pracują. Jeśli nie, to trzeba oczyścić barć, wybrać zgniliznę".

Najsłynniejszym bartnikiem we wsi jest nasz dziadek Iwan. Z wielką radością prowadzi nas na tylne podwórze, pokazać swoje ule. Z bliska wyglądają jak wielkie sosnowe pnie obite blachą. Chroni ona ule przed żołną pszczołojadem i kuną. Iwan Ryhorawicz ma w lesie około 50 barci, a kilka dodatkowych stoi przy chacie. Zazwyczaj sezon zaczyna się tu pod koniec kwietnia i trwa do końca października.

Dziadek Iwan z dumą częstuje nas swoim miodem i dodaje, że leśny jest najsmaczniejszy. Jest tego pewien od maleńkości: dziadkowie dziadka Iwana też byli bartnikami. Barcie robili jeszcze siekierami, bo pił wtedy nie mieli. A za pomocą "żeni" - skórzanej uprzęży z drewnianym siedziskiem - wchodzili na drzewa po miód. Teraz z łatwością można wykorzystywać drabiny, ale przodkowie dziadka Iwana zakładali barcie na wysokości aż 25 metrów.
Z czasem zmieniły się nie tylko niezbędne bartnikowi narzędzia, ale też warunki naturalne:
"Nie ma wody, nie ma kwiatów… Przyroda, klimat, mocno teraz wysycha. Przez czerwiec, lipiec i sierpień panują upały, a w kwietniu i maju zimno. One już w maju powinny pracować, a u nas w maju przymrozki. Jeśli jest silna susza i więcej jak 28 stopni, to pszczoły nie pracują. Siedzą i nie pracują".
W tym roku nie powiodło mu się z miodem: nie więcej niż 10 kilogramów z każdej barci przez cały sezon. A były czasy, że z jednej barci mógł i 20 kilogramów wybrać.


Gdy powstawał ten materiał, złapany przy nas wilk przemaszerował już dziesiątki kilometrów bagien, zdążył pożywić się łosiem, ale nie spotkał jeszcze partnerki.
"Wilki przetrwały tam, gdzie przetrwała dzika przyroda," - mówi nam na pożegnanie Mikałaj. Za swój cel przyjął on zachowanie środowiska naturalnego Polesia dla następnych pokoleń.
Niestety, obecnie jest to trudne zadanie.


Dziękujemy za pomoc organizacji obywatelskiej "Ochrona ptaków ojczyzny"
Dziękujemy za pomoc organizacji obywatelskiej "Ochrona ptaków ojczyzny"
Dziękujemy za pomoc organizacji obywatelskiej "Ochrona ptaków ojczyzny"
Dziękujemy za pomoc organizacji obywatelskiej "Ochrona ptaków ojczyzny"
Dziękujemy za pomoc organizacji obywatelskiej "Ochrona ptaków ojczyzny"
Made on
Tilda